* Zaloguj się   * Zarejestruj się


Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 97 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następna
 Temat postu: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Nie Paź 21, 2012 10:22 am 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Naprawdę przypadek. Równie dobrze zaćmienie mogłoby wydarzyć się w Hiszpanii lub Belgii. I nie jest to podróż mojego życia. Gdy porównuję moje 3 dotychczasowe zaćmienia, to każde jest inne. Najlepiej zjawiskowo wypada Turcja. Chiny oszałamiają nowoczesnością. No i te pyszne jedzenie. Natomiast z największym sentymentem wracam do wspomnień o Rosji - do tych zapadniętych domów w Irkucku, bieriozek na Wielkiej Nizinie Zachodniosyberyjskiej i kolorów Błękitnego Oka Syberii. Podróż mojego życia jest ciągle przede mną - może to będzie szlak zdobywców Dzikiego Zachodu w 2017 roku, może pampasy w Argentynie w 2020. Wszystko ciągle przede mną.
Niewątpliwie - to, co zobaczyłam na niebie 29 marca 2006 w Turcji zapisało się w moim oku i sercu na zawsze. Cały czas widzę pierścień z diamentem i protuberancje na godzinie 2. I to misterium, któremu dałam się ponieść. 3 minuty 45 sekund zdeterminowało moje życie na zawsze. Trudno jest opowiedzieć komuś, kto nigdy nie widział, czym jest całkowite zaćmienie Słońca. Mówią "widziałem, nic takiego" myśląc o częściowym. Ale jak ostatnio gdzieś napisałam - częściowe zamieniające się w całkowite to jak przemiana larwy w motyla. Emocje, które temu towarzyszą, są przez niektórych dodawane jako "zjawiska towarzyszące zaćmieniu". Kto to przeżył, rozumie, o czym mówię.

Najpiękniejsze widowisko na niebie. Majestat ciał niebieskich. Śmiech i płacz. I strzelające szampany.
Zaczynasz widzieć, gdzie jest twoje miejsce we Wszechświecie.



To jest początek mojej relacji.



Najpierw samoloty, bo te już znam.


1. Warszawa-Frankfurt 2 listopada, czas lotu 2 godziny, Embraer 195 LOT Polish Airlines http://www.aeroblog.pl/wp-content/uploa ... brayer.png

3 godziny 25 minut czekania

2. Frankfurt - Singapur, czas lotu 12 godzin, Airbus A 380-800 Singapore Airlines http://farm8.static.flickr.com/7115/743 ... cee892.jpg

największy pasażerski samolot świata, dwupokładowy
2 godziny 50 minut czekania

3. Singapur-Sydney 3 listopada, czas lotu 7 godzin 55 minut, Boeing 777-300 Singapore Airlines http://airlinergallery.nl/b777sing.jpg

4. Sydney-Cairns 8 listopada, czas lotu 3 godziny 5 minut, Embraer 190 Virgin Australia Airline http://farm9.staticflickr.com/8004/7638 ... 852e_z.jpg

może trafi nam się taki czerwony :)

5. Cairns-Brisbane 16 listopada, czas lotu 2 godziny 10 minut, Boeing 737-800 Virgin Australia Airline http://farm5.staticflickr.com/4152/4833 ... d91c_z.jpg

3 godziny czekania

6. Brisbane-Singapur, czas lotu 8 godzin, Airbus A 330-300 Singapore Airlines http://www.passionevolo.com/wp-content/ ... -SIA-1.jpg

3 godziny 15 minut czekania

7. Singapur-Frankfurt, czas lotu 13 godzin 30 minut, Airbus A 380-800

2 godziny 50 minut czekania

8. Frankfurt-Warszawa 17 listopada, czas lotu 1 godzina 45 minut, Embraer 175 LOT Polish Airlines http://www.airplane-pictures.net/images ... /10419.jpg

Mam nadzieję, że znalazłam odpowiednie samoloty :?

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Sob Paź 27, 2012 6:50 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Aborygeni byli pierwszymi kolonizatorami Australii. Przybyli z Azji ponad 60 000 lat temu. 10 000 lat temu wymyślili bumerang.

Że istnieje jakiś ląd na półkuli południowej przypuszczał już Pitagoras (dla zrównoważenia lądów na półkuli północnej). Ok. 150 roku Ptolemeusz rysował mapy z lądem otoczonym dwoma oceanami. Mówiono wówczas, że ląd ten zamieszkują "antypodzi" - rasa ludzka ze stopami skierowanymi do tyłu.
Pierwsze zarysy Australii pojawiły się na mapach w latach 1540-1566 we Francji - Jave la Grande. Kto to szkicował - nie wiadomo. W latach 1606 - 1644 trzech niderlandzkich żeglarzy zapuszczało się w te rejony, ale raczej uznawali tereny Terra Australis (południowy ląd) za niegościnne i ich mocarstwo nie potrafiło z tych odkryć osiągnąć żadnych zysków.
Może losy Australii inaczej by się potoczyły, gdyby nie zapomniano o admirale Luis Vaez de Torres. Hiszpan w 1606 r. przepłynął cieśninę między kontynentem a Nową Gwineą (nazwaną jego imieniem) i o swoich dokonaniach poinformował Filipa III Habsburga, i wkrótce zmarł. Przez ponad 150 lat ignorowano jego odkrycia i nie doceniono jego map.

Wiadomo więc dlaczego Australia przypadła Anglii.

Pierwszym Anglikiem, który tam wylądował w 1688, był korsarz William Dampier. Zbadał dokładnie północno-zachodnie wybrzeże, ale okręt w drodze powrotnej zatonął. Załoga wprawdzie przeżyła, ale Dampier stanął przed sądem za złe traktowanie podwładnych.
Dampier jako pierwszy opisał kangury, ale wysunął teorię, że Australia to wiele wysp oddzielonych kanałami.
XVIII wiek był okresem panowania na morzach Wielkiej Brytanii. W 1768 roku na statku Endeavour (od niego nazwę przybrał prom kosmiczny) wyruszył w podróż kapitan James Cook. Rok później obserwował razem z astronomem Charlesem Green tranzyt Wenus na Tahiti, zbudował tam również obserwatorium, po czym ruszył na zachód. Cook wcale nie wierzył w istnienie Australii, to Towarzystwo Królewskie wierzyło. Najpierw dopłynął do Tasmanii (wówczas Ziemia van Diemena). Był drugim Europejczykiem (po Tasmanie), który zobaczył tę wyspę. Ponieważ statek został zniesiony na północ, więc Cook płynął wzdłuż wybrzeży nie tracąc ich z oczu.
Aż dopłynął do rafy koralowej. Endeavour został uszkodzony i w celu naprawy Cook musiał zejść na ląd w okolicach dzisiejszego Cooktown, chociaż legenda mówi o Cape Tribulation (Przylądek Kłopotów). Tam natknęli się na dziwne skaczące stworzenia, które nazwali "kangaroo".

W tym właśnie roku, tj. 1770, król Jerzy III formalnie objął w posiadanie całe wschodnie wybrzeże. Ponieważ Anglia utraciła wówczas amerykańskie kolonie, a więzienia były przepełnione, więc Terra Australis zostały kolonią karną. Pierwsza flota ze skazańcami dotarła tam 18 lat później. Plus żony i dzieci. Mieszkali w namiotach, choć niektórzy zostawali na statkach, które były stare i już nie wracały do Anglii.

Tyle historii.

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Śro Paź 31, 2012 8:46 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Walizka zapięta. Jutro w południe wyjazd do Warszawy.

Być może będzie jakaś transmisja w necie, podaję więc jeszcze raz wszystkie czasy. To jest dla Trinity Beach, ale na dobrą sprawę sami nie wiemy, gdzie będziemy zaćmienie obserwować.

Eclipse Times
Partial Eclipse Begins (pierwszy kontakt)
05:44:38 a.m. (19:44:38 UT) 1.8°
Totality Begins (drugi kontakt)
06:38:26 a.m. (20:38:26 UT) 13.7°
Mid-Eclipse
06:39:27 a.m. (20:39:27 UT) 14.0°
Totality Ends (trzeci kontakt)
06:40:29 a.m. (20:40:29 UT) 14.2°
Partial Eclipse Ends (czwarty kontakt)
07:40:09 a.m. (21:40:09 UT) 28.0°

Układ planet, chociaż na nie zwraca się najmniejszą uwagę:

http://www.astroadventures.net/2012/AUS ... es/Sky.gif

Wenus mag -3,8
Merkury mag +2,9
Saturn mag +0,6
Jowisz mag -2,8 bardzo nisko nad zachodnim horyzontem, może być niewidoczny

I jaka jedność myśli z jakąś stroną internetową: "Again do not spend much time searching for stars or planets or one may miss the main attraction."

Przestawianie czasu niewiele dało. Budziłam się o 4, otwierałam kompa, by nie zasnąć i zasypiałam. Myślę i mam nadzieję, że 2-dniowy lot na tyle rozreguluje mój organizm, że po prostu spokojnie zasnę po przylocie do Sydney.
Księżyca zaczęło już ubywać.

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Czw Lis 01, 2012 7:08 am 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
1 listopada - dzień zero

Trzeba się zbierać. Za godzinę obudzę córkę, by zawieźć ją na lotnisko, potem odstawiam samochód do drugiej córki, a potem czekam na Halinkę. O 12.30 mamy autobus (jedzie nas troje z Gdańska) do Warszawy. Ten za 5 zł. Na Dworcu Centralnym późnym popołudniem mamy zbiórkę w celach spożycia obiadokolacji - 9 osób - te, które musiały przyjechać wcześniej do Warszawy, bo wylot jest jutro skoro świt. Po kolacji jedziemy do hotelu Poczty Polskiej niedaleko lotniska. Wieczorem jeszcze rozdanie koszulek, które Rafał dowiezie i idziemy spać. O 4 trzeba być na lotnisku.

Zrobiłam zdjęcie mojej torbie podróżnej. "Torba" może to duże słowo, raczej torebka szmaciana na ramię. Jeździ ze mną od 4 lat.
Moje zaćmienia - przeszłe, teraźniejsze i przyszłe.
Rok 2006 - Turcja
Rok 2008 - Rosja
Rok 2009 - Chiny (przyszyte do góry nogami, bo zanim się zorientowałam, dzieło się dokonało)
Rok 2012 - Australia
Rok 2017 - USA

i inne:
Sztokholm 2009, do którego mam zamiar jeszcze wrócić
Kijów i Czarnobyl 2011
i wieczny Gdańsk

Brakuje Londynu, Berlina, Helu, gdzie było częściowe w 2011, i jakiejś naszywki z Drohiczyna, gdzie mieliśmy spływ kajakowy Bugiem.

Chciałoby się, aby korona była taka jak w 1806 roku


Załączniki:

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php
Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Nie Lis 04, 2012 10:37 pm 
Offline

Rejestracja: Czw Lut 11, 2010 6:08 pm
Posty: 334
Miejscowość: Ostrava
...no i mamy kolejną ucztę ... :D Ech, że też te całkowite zaćmienia nie są każdego roku a p. Ania nie ma bogatego sponzora !
Przy okazji inna osoba, która też dobrowolnie "sprzedała się" zaćmieniom; Prof. Miloslav Druckmuller z Brna, naukowiec, alpinista, hodowca kaktusów. Niektóre z Jego fotografii mają wartość naukową
http://www.zam.fme.vutbr.cz/~druck/Eclipse/index.htm

Szczęśliwej podróży w obie strony, p.Aniu, no i czystego nieba w tym najważniejszym czasie! :)

_________________
Dobson 10", APM 107mm/700 na cg5gt lub AZ4, nasadka MaxBright, Vixen Polarie, SONY NEX 5N, kamerka made by Aquarius, SW 15x70, Videbino 2,3x40
http://www.zam.fme.vutbr.cz/~druck/Eclipse/index.htm


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Pon Lis 05, 2012 5:46 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Kwi 12, 2005 6:17 pm
Posty: 17757
Miejscowość: 15 km na południe od Krakowa
Gość Swoimi zdjęciami mnie rozwalił w Gwiezdny Pył :shock: , szczęki pod biurkiem szukam do tej pory :arrow: :shock:

http://www.zam.fme.vutbr.cz/~druck/Ecli ... t_wrr1.png

http://www.zam.fme.vutbr.cz/~druck/Ecli ... 70mm_1.png

zaraz ten wątek wydzielę w osobny temat aby nie zaśmiecać Ani relacji 8)

_________________
Astropozdrówko Janusz P.

Fujinon 10x50, MT-800, Santel 180/1800, SCT-14" HyperStar, EQ-6, Coronado 60, EOS-6D-mod i takie tam szkiełka do niego od 8 do 4000 mm plus lasery RGB do 2 W :-)


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Pon Lis 05, 2012 9:43 pm 
Offline

Rejestracja: Czw Lut 11, 2010 6:08 pm
Posty: 334
Miejscowość: Ostrava
...mnie też zachwycił, już dość dawno... ( m.in. sygnaturka :wink: )
Gdyby ktoś przeoczył, Jego strona domowa: http://www.zam.fme.vutbr.cz/~druck/Astro/index.htm

_________________
Dobson 10", APM 107mm/700 na cg5gt lub AZ4, nasadka MaxBright, Vixen Polarie, SONY NEX 5N, kamerka made by Aquarius, SW 15x70, Videbino 2,3x40
http://www.zam.fme.vutbr.cz/~druck/Eclipse/index.htm


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Nie Lis 18, 2012 9:22 am 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Jestem.
Rzecz najważniejsza - zaćmienie widziałam, choć poszatkowane. Mam ogromny niedosyt.
Z innych rzeczy astronomicznych - Orion do góry nogami, Magellany, Szkatułka Klejnotów. Tarantula widoczna gołym okiem. Krzyż Południa wschodził późno. Chmury tam niestety też są, więc pewno australijscy miłośnicy astronomii też płaczą nad pogodą (to dla pocieszenia :)).
Na początek mapka obrazująca, jakie tam są odległości - zwłaszcza dla amatorów podróżowania z plecakiem i namiotem (nikogo takiego nie widziałam), pomijając już aspekty klimatyczne i czysto przyrodnicze jak kazuary atakujące ludzi. To nie jest kraj do takiego podróżowania, jakie my znamy.
Byłam w Sydney i niżej na południowy zachód oraz na północy w Cairns.

Image

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Pon Lis 19, 2012 7:50 am 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Prognozy pogodowe śledziliśmy od początku. Dzień przed godziną zero mieliśmy naradę. Sztab generalny zbierał się dodatkowo. Wyglądało to nie bardzo, żeby nie powiedzieć kiepsko. Cała ta pogoda w Cairns wygląda tak: od rana chmury, trochę Słońca, kleksy ze Słońca, 5 minut deszczu, znowu Słońce, znowu chmury, w nocy deszcz, trochę rozpogodzenia i od nowa. Temperatura w nocy +20-22, w dzień +30.
12 listopada przyszedł do mnie facet o imieniu Maciej, który nie wiem, jak mnie znalazł w tym Cairns, skąd on wiedział, jak ja się nazywam, to też nie wiem, ale mnie znalazł. My go podwoziliśmy z grupą młodzieży w stronę Bajkału po zaćmieniu w 2008 r. No, jak mnie namierzył, to ja ni w ząb nie kumam. Przyszedł popytać, gdzie jedziemy. Od niego dostałam informację, że policja będzie blokowała drogi dojazdowe do plaż. Zapełni się plaża i drogi samochodami - blokada. I tak wszystkie dojazdy do plaż. Blokowanie ma się rozpocząć od 4 po południu 13-go listopada (mówię o czasie australijskim i tym czasem będę się posługiwać).
My jeszcze byliśmy przed rekonesansem, który Jarek miał zrobić rodzinnie dnia następnego.
I tak się stało.
13-go listopada zrzuciliśmy się na taksówkę dla rodziny Jarka (on, żona i syn, który jest naszą chlubą, bo mimo 14 lat to jego czwarte całkowite zaćmienie plus jedno obrączkowe, nawet dzielnie z nami siedział w latarni na Helu w czasie częściowego).
No, więc oni pojechali, a my obijaliśmy się po mieście, ale każdy wódz ma swoje obowiązki.
Celem rekonesansu było obadanie plaż i kierunku wschodniego. W grę wchodził również kierunek na Mount Molloy czyli bardziej w głąb lądu - tyle, że całe Cairns jest otoczone jak nie morzem, to górami. I wszystko zalesione. Koło Mount Molloy jest płaskowyż.
Mieliśmy zaproszenie od organizatora wycieczki - Toma - na nieznaną plażę nieopodal jego domu, ale prognozy dla Cairns nie były dobre. Nad oceanem wisiał wyż i zahaczał on o miasto przesuwając się w dół czyli wszystkie znaki na niebie mówiły, że prawdopodobieństwo zobaczenia zaćmienia jest większe na północy w kierunku Port Douglas. Natomiast utknięcie na zablokowanej plaży groziło utratą mobilności.
Jarek przejechał się wzdłuż drogi 44 i widział zajęty teren przez NASA w Palm Cove. Był ogrodzony i strzeżony przez uzbrojoną policję. CNN ustawiła się w 3 punktach: Palm Cove, coś tam jeszcze i okolice właśnie Mount Molloy. Którejś ekipie po prostu musiało się udać.
Wstałam o 2.15. O 3 wszyscy siedzieli w busie. Nasza kierowczyni Ann okazała się dzielnym i niezastąpionym pomocnikiem. Jechała wszędzie, gdzie jej kazaliśmy, przy okazji łamiąc australijskie prawo.

Założenie było takie: jedziemy na Port Douglas, za tym miastem jest rozwidlenie dróg i tam sprawdzimy aktualne prognozy - albo pojedziemy trochę dalej (tylko trochę, bo dalej jest przylądek Tribulation, na który można się dostać wyłącznie promem przez rzekę Daintree), albo wracamy do Cairns, albo jedziemy na Mount Molloy.

Image Image

Było oczywiście kompletnie ciemno. Ruch o 3 niewielki, ale przy wjazdach na plaże stały już samochody. Pewno stały od dnia poprzedniego. Było trochę policji i wozów technicznych rozstawiających blokady. Odległość między Cairns a Port Douglas to niewiele ponad 70 km, ale droga jest kręta i mimo dozwolonych 80 km lub nawet 100, samochód mógł jechać najwyżej 50/godz.
Oświetlenie super - cała linia środkowa plus pobocza. Wyraźne, duże żółte znaki ostrzegawcze na zakrętach. Stanęliśmy raz, a potem drugi raz za Port Douglas. Do Cairns nie było po co wracać, więc albo plaża, albo dalsze wspinanie się w kierunku pól uprawnych. W tym miejscu plaże nie były już blokowane, ludzi było niewiele.
Ponieważ sytuacja wyglądała podobnie dla obu kierunków, zdecydowaliśmy się zostać na plaży. Ryzyk-fizyk. Chmury miały być wszędzie.

Image Image

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Pon Lis 19, 2012 7:51 am 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Plaża jak z bajki. Nie wiadomo, jak się nazywa, bo mała i może nawet pół prywatna, bo właściciel przyleciał dowiedzieć się, kto mu najechał okolicę.
Mamy takie jedno zdjęcie zrobione przez Darka z Astropolis, na którym wyglądamy jak w studio filmowym.

Image

To jest dokładnie kierunek na wschód. Ta oświetlona plamka to statek i on zobaczył zaćmienie w całości. On i jakiś kleks słoneczny w głębi lądu. Reszta widziała częściowo lub nie widziała nic, tj. oprócz ciemności i fazy częściowej też poszatkowanej.

Image Image


Wenus Image

To było coś przed 5.

Image Image Image Image Image Image Image Image

Ta biała płachta to prześcieradło do złapania latających cieni (shadow bands).

Image

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Pon Lis 19, 2012 8:51 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Ta plaża to Newell Beach http://www.portdouglasbeachfrontaccommo ... thview.jpg

Image Image

Nie dane nam było zobaczyć pierwszego kontaktu. Ten pas chmur cały czas wisiał na wschodzie.

Image Image

Image Image

Image Image

Jedni ustawiali, co mieli, inni biegali tam i nazad i cykali fotki. Było ciepło i fajnie. Podszedł właściciel domu popytać z czym przyjechaliśmy, a potem rozlokował się na werandzie. Te dwie laski na drzewie to nie nasze.

Image Image

Image Image

Podchodzili też inni albo lokalni, albo turystyczni. Jakaś parka wyraźnie do nas przylgnęła. Stali z boku, ale dosyć blisko. Dalej wzdłuż plaży było trochę ludzi.

Image Image

Image Image

Nagle Jarek wrzasnął: "20 minut do fazy całkowitej! Uciekamy!"
Trzeba było widzieć miny tej parki. Każdy chwytał wszystko, co było pod ręką. "Do wozu!" krzyczał Jarek "ale już!" 2 minuty i siedzieliśmy w aucie.

Image Image

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Pon Lis 19, 2012 11:36 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
20 minut do fazy całkowitej, my miotający się na nieznanych drogach i szukający kleksów słonecznych. Jarek z przodu, piloci z tyłu, i coraz dalej od plaży. Kleksy były na zboczach zalesionych gór. Ale co po kleksach, jak co chwila one się zmieniały.

"Z wozu!"
Wypadliśmy na jakieś pobocze. Wszyscy zaczęli się rozstawiać.

Image Image

Image Image

Do wozu!
Komendy były krótkie i treściwe. Z wozu! Do wozu!
Przy kolejnej lokalizacji już nikt się nie rozstawiał. Droga wiodła pod górę i nie wiadomo, czy gdzieś nagle się nie kończyła Trzeba było stanąć, ale chmury ciągle nachodziły. 6 minut do drugiego kontaktu. Kolory wyraźnie nasycone.

Image Image

Kierunek ucieczki był słuszny, ale czasu coraz mniej. I Słońce gasło, coraz mniej widoczne plamy na drogach. To już był moment pojawiania się shadow bands i wyraźnego pociemnienia. 3 minuty do drugiego kontaktu.

Image

Wjechaliśmy rozpaczliwie na jakieś pole mijając jeszcze jakąś grupkę obserwatorów. Nikt już nie jeździł. Ann mówiła, że łamie prawo naruszając czyjąś własność. I nastąpiły 2 dramatyczne momenty: koniec ścieżki i ananasy i drugi kontakt.
Z wozu! wypadliśmy w ostatniej chwili od razu nurkując w ciemność. A tam wisiała przeklęta chmura. No i ta cisza. Przyroda zamarła.

Image Image

Tak natura okazuje się silniejsza od człowieka. Można było czekać biernie licząc, że kleksy nadejdą, można ich było szukać. Zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy. Gdyby drugi kontakt przyszedł 10 minut później, widzielibyśmy całość.
Staliśmy jednak między ananasami i w tym zachmurzeniu pojawiła się korona. Nie potrafię powiedzieć, co działo się z czasem. Prawdopodobnie faza całkowita trwała trochę mniej niż 2 minuty. Mnie się wydawało, że to 10 sekund. Całe niebo falowało. Czerń Słońca, a może raczej Księżyca wyraźnie odcinała się od tła. Słońce falowało. Przepływające chmury powodowały wrażenie ruchu Słońca.
Wtedy nie wiem, ale teraz myślę, że widziałam sam drugi kontakt, bo wyraźnie na dole pojawiła się czerwona obwódka - chromosfera. W zwolnionym tempie chował się ostatni promień. Pierścionek ładniejszy jest przy trzecim kontakcie, ale chmura zabrała dużo i z tego trzeciego kontaktu.
Na dole migotał naszyjnik z rubinów protuberancji, pięknie powiększone w lornetce.
Było dużo plam na Słońcu i korona musiała być większa niż 3 lata temu.
Po tych moich 10 sekundach stałam przy ananasach w poczuciu wielkiego niedosytu. Wszystkiego za mało. Wszystkiego!

Zdjęć mamy niewiele i może nie są rewelacyjne robione w takich warunkach. Na razie dysponuję jedną mozaiką zrobioną przez Jarka. Zdjęcie jednak nigdy nie odda ani dramatyzmu, ani natury.

Image

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Wto Lis 20, 2012 12:23 am 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Korona wyglądała tak (zdjęcia znalezione w necie):

Image

Pewno rozciągała się dalej. Jak dobrze się przyjrzeć, to widać trójwymiarowość Księżyca - te boki wyraźnie zaokrąglone poprzez blask rzucany przez koronę.

Image

pas świtu

Image Image

Pas świtu biegł dookoła, ale z tyłu przeszkadzały góry.

Image

Zobaczyć całkowite zaćmienie Słońca to jest naprawdę rzecz rzadka. To jest sprawa kosztowna, wymagająca determinacji i jedzie się pierwszy raz nie wiedząc czego oczekiwać. Ale jak napisał mi w mailu mekmek warto wydać każdą kasę, by je zobaczyć. Ja nie znam żadnego człowieka, który widząc pierwszy raz byłby niezadowolony. Częściej są niezadowoleni ci, którzy któryś raz, bo mają porównanie, ile ich ominęło. Może z takim poczuciem niedosytu, jaki ja miałam. Katastrofa to była na Syberii, bo poprowadzono nas jak stado owieczek na rzeź prosto na front burzowy, bez możliwości zadecydowania o czymkolwiek, bez informacji i bez transportu.

Image Image

Image Image

Image Image

Image Image

Image Image

I kolory są już normalne.

Image

Image

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Wto Lis 20, 2012 9:12 am 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Nie Gru 17, 2006 5:59 pm
Posty: 2909
Miejscowość: Kochanowice
Aniu zwiedziłaś kawał innego świata , widziałaś nocne południowe niebo z prawdziwymi klejnotami (zazdroszczę) zabrakło tylko wisienki na torcie ale co tam będą następne :)
Ps.fajna koszulki macie , chciałbym taką.

_________________
GSO 16".CELESTRON 10".5".refr.127/1200.120/600.EQ-5.
Brandon8.ultima7,5.12,5.18.30.U.O.4.5.6.7.9.12,5.LVW5.8.13.17.22.42.AXIOM 34.SW-UWA 7.9.13.pl 9.20.25.gso 30.ultima 2x.
Lumicon 2" H-BETA.OIII.UHC
świadczę usługi wykończenia wnętrz.


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Wto Lis 20, 2012 1:15 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Anka_U napisał(a):
Image


To zdjęcie jest robione z innego miejsca. Uciekliśmy dość szybko z tych ananasów, być może kary za naruszenie własności są wysokie, bo Ann nie chciała dłużej tam stać. Na częściowe przystanęliśmy gdzie indziej. Mijały nas samochody i pozdrawiały. Było to dosyć sympatyczne.

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Czw Lis 22, 2012 5:42 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Anka_U napisał(a):
1 listopada - dzień zero


Jedziemy.
Autobus prawie pusty. My na dole przy stoliku, Rafał sam na górze i rządzi. Pustki. Dostajemy rogaliki, kawę, lody. Rozkładamy fotele i jedziemy prawie na leżąco. Po drodze powoli zdzwaniamy się z pozostałą szóstką - w sumie dziewięcioro z nas śpi w pocztowym hotelu niedaleko lotniska

Halinka w podróży. Dla Halinki to trzeci total.
Image

Z Halinką było tak: nasi synowie razem trenowali piłkę nożną. No i któregoś dnia w lutym 2006 rozglądam się po rodzicach na treningu i mówię do Halinki: "A nie chciałabyś jechać ze mną na zaćmienie Słońca do Turcji? Wiesz, Efez, Troja, Stambuł... Koniec marca"
- A do kiedy mam dać odpowiedź? - pyta Halinka.
- Do jutra.
- Dobrze - mówi Halinka - co tam zaćmienie, fajna trasa.

I tak Halinka pojechała na zaćmienie. Po Turcji od razu wiedziała, że musi jechać na Syberię. Sport ekstremalny: zaćmienie na Syberii :mrgreen: Ludziom uruchamia się szkolna wyobraźnia i myślą, że tam jest zawsze -30 stopni i trzeba iść przed pociągiem i karczować tajgę.
Było +50 w Ałtaju, a kolej transsyberyjska jest superpunktualna.

No więc jedziemy. Jest zimnawo za oknem, ale pocieszam się, że jeszcze trochę i będę przez 2 tygodnie wygrzewać stare kości. Nawet do głowy mi nie przychodzi, że mój organizm zbuntuje się na australijskie temperatury.

W Warszawie jesteśmy o 17.30 i na Centralnym wszyscy się łapiemy. Jak dobrze zobaczyć stare mordy! Są Konrad i Artur, z którymi byłam w Rosji, Chinach, na Helu i nawet na spływie. Jest Darek z Zakopanego, z którym mijałam się w Chinach. Jest Lucyna z Syberii, która nam zachorowała przed Chinami. I Zośka, którą poznałam przy Chinach. Jest również Robert - pierwszaczek :mrgreen:

Jemy coś w KFC, a potem trzema taksówkami jedziemy do hotelu. Tam czeka Rafał z koszulkami do rozdania i wita nas Jarek z Iwoną. Jarek niestety dołączy do Australii 3 dni przed zaćmieniem. Taki urok pracy.
W pokojach lekki wieczorek integracyjny i idziemy spać. Pobudka o 3.

Image Image

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Czw Lis 22, 2012 6:23 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Myślę, że na razie będę wrzucać tylko swoje zdjęcia + plus to, co będzie w międzyczasie spływać. Ewentualnie uzupełnię później.

2 listopada - dzień 1

Jesteśmy na lotnisku przed 5. Wylot bodajże o 6.30 do Frankfurtu. Na lotnisku dalsza część powitań nowych i starych twarzy.

Image Image

Czego nie wolno przywozić. A po odprawie szybka herbatka.
Image Image

Lotnisko we Frankfurcie jest olbrzymie. Długo kołujemy, żeby się zatrzymać i długo jedziemy autobusem z samolotu do budynku.

Image Image

Image Image

Image Image

Image Image

Widać nasz samolot do Singapuru. Autobusy i ciężarówki przejeżdżają pod jego skrzydłem.

Image Image

Image Image

Port lotniczy we Frankfurcie jest największym w całych Niemczech. Zajmuje pierwsze miejsce na świecie pod względem ilości obsługiwanych połączeń.

Jak widać, mamy lot o 11.50 i całe 3 godziny na kawę i hot doga.

Image Image

Image Image

Jednak co tam Frankfurt. Gdy zobaczyłam terminal w Singapurze - umarłam.

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Pią Lis 23, 2012 11:51 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Airbus A 380-800 jest największym pasażerskim samolotem świata. Na jego skrzydłach zmieściłoby się 20 samochodów. Długość 73 m, rozpiętość skrzydeł 80 m. Zabiera ponad 500 pasażerów i ma 2 pokłady. Pierwszy lot odbył w 2007 roku na trasie Singapur-Sydney - takiej, jak ta dzisiaj.

Image

Jak się zamknie te luki bagażowe, to jest jeszcze przestronniej.
Singapur ma ich 19, więcej, bo 26, mają tylko Emiraty Arabskie. SuperJambo robi wrażenie. Nawet nie na zewnątrz, ale w środku. Wita nas plumkająca fortepianowa muzyka.

Image Image

Image Image

Image Image

Dostajemy skarpetki, pastę ze szczoteczką, słuchawki, kocyk i poduszkę. Można słuchać muzyki, oglądać filmy (ok 60), uczyć się angielskiego albo śledzić lot. Stewardesy są przeuprzejmie i mówią takim śmiesznym, "zdrobniałym" angielskim. Wszystkie są szczupłe, mocno umalowane, a dominujący kolor sukienki oznacza ich rangę. Niebieska sukienka to zwykła stewardesa, zielona to liderka. Stewardzi są eleganccy do bólu.

Image Image

Image Image

Image Image

To ostatnie to kibelek zaopatrzony nawet w płyn do płukania ust, ale nie bardzo mi się chce pchać sobie w usta wspólny dozownik. Oczywiście nie wiem, gdzie spuszcza się wodę.
Najeść się też można podczas takiego lotu. Ostatni posiłek wchodzi mi już z trudem.

Image Image

Image Image

Te łyżeczki na środku powoli stają się obiektem powszechnego pożądania. Mają logo linii singapurskich.

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Sob Lis 24, 2012 8:29 am 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Soki są bardzo dobre, kawa niezbyt. W drodze powrotnej odkryję drink Singapore Sling, wynaleziony w 1915 r. w Singapurze. Oryginalnie jest to przyprawiona mieszanka ginu i brandy, tutaj nie wiem, co mieszają, ale jest różowe, więc grenadyna pewnie jest. Dobre!
Jeszcze jedna rzecz mnie zaskakuje - białe, gorące chusteczki roznoszone przez obsługę samolotu, podawane szczypcami. Przypuszczam, że podgrzewane w mikrofali, są lekko wilgotne i szybko stygną. Patrzę, co inni z tym robią (i jak się potem okaże, nie tylko ja jedna) i wszyscy pewno podglądają Azjatów. Służą oczywiście do odświeżania i są rewelacyjne.
My siedzimy na tyle samolotu i ta część jest obsługiwana aż przez 3 stewardesy i 1 stewarda. Każda część samolotu tak ma.

Ten lot trwa 12 godzin, mamy do pokonania ponad 10 200 km. Najwyżej airbus wznosi się na wysokość 12 500 m. Głównie (oprócz spania) oglądam sobie trasę lotu, choć sama się dziwię, że można tak długo wpatrywać się w ten ekran. Lecimy nad Krakowem, Ukrainą, Afganistanem. Połowa trasy wypada gdzieś niedaleko Kabulu. Potem trochę spaceruję i oglądam przez okno silnie oświetloną granicę pakistańsko-indyjską. Ktoś tam zauważa światła Delhi. Przesuwamy się 7 godzin do przodu.

Image Image

Image Image

Image Image
Płyta, której jeszcze nie słyszałam.

Image Image

Image Image

Image Image

Samolot szykuje się do lądowania 300 km przed. To tak jakby zaraz po wystartowaniu z Gdańska szykował się do lądowania w Warszawie. Lądujemy. Airbus siada łagodnie i szybko wyhamowuje. Jestem 137 km na północ od równika.

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Sob Lis 24, 2012 4:24 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
3 listopada - dzień 2

Lotnisko Changi w Singapurze jest najpiękniejszym lotniskiem, jakie widziałam. To nie jest hala odlotów i przylotów, to jest centrum rozrywki i biznesu. Mogłabym tu mieszkać.
Musimy przejść z terminala 3 do 1. A idziemy po.. dywanie. Po wykładzinach dywanowych. W nielicznych miejscach, gdzie ich nie ma, kafelki lśnią czystością. Jak i całe lotnisko.

Image

Image

Image

Miejsca jest od groma. Nie ma problemu ani żeby usiąść, ani żeby się położyć. Przestronne terminale, bujna roślinność, Ogród Motyli, tranzytowy hotel, basen, ogród paproci i słoneczników, darmowe leżanki w Rest Area, darmowy internet, salony fryzjerskie, pachnące sklepy, restauracje, salony biznesowe z telewizorami plazmowymi i sama nie wiem, co jeszcze.

Image Image

Image Image

Image Image

Idziemy i idziemy, ale jest super.

Image Image

Image

Port rocznie obsługuje 44 mln pasażerów. Jeden z największych i najważniejszych w Azji. Zdobywca nagrody "World's Best Airport Award 2010".

Image Image

Image Image

Image

Widać, ze dochód PKB na jednego mieszkańca w Singapurze to 60000 $ :|

Image

Image

Image

Tak to wygląda jakby w ogóle tłoku nie było.

Image

Image

Image

Image

Zachowujemy się jak wieśniaki. A może tylko ja tak się zachowuję, bo cykam i cykam, ale wszystko mi się podoba.

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Sob Lis 24, 2012 4:45 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Wrz 22, 2009 6:17 pm
Posty: 748
Miejscowość: Kartuzy [Kaszuby]
witam. Aniu, Twój obecny awatar bardzo mi sie podoba!

Pozdro...

_________________
AZ-ATM, Mak Orion 150 + WO Dielectric 2".
Okulary :
2" : SW LET 28
1,25" : Soligor PE- 25, Ortho Celestron 12, BCO 18,10, RKE 12, 15


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Sob Lis 24, 2012 6:58 pm 
Online
Awatar użytkownika

Rejestracja: Nie Sie 02, 2009 1:15 pm
Posty: 589
Miejscowość: Rzeszów
chondryt napisał(a):
witam. Aniu, Twój obecny awatar bardzo mi sie podoba!

Pozdro...



Jak by mogło być inaczej.
Ania to nasza forumowa wizytówka.

Również Pozdrawiam.


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Sob Lis 24, 2012 7:50 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Pon Paź 09, 2006 2:59 pm
Posty: 11653
Miejscowość: Przysietnica: PTMA Warszawa
Wspaniała przygoda, wspaniałe przeżycie, kiedy się czyta i kiedy ogląda zdjęcia, nic dziwnego, że ludzie jak przyjadą do innego państwa robią zdjęć, co nie miara, jednych to dziwi drugich nie a to, co kto myśli o tych, co pstrykają aparatami to mam na myśli jak byłem wycieczką w Warszawie też widziałem jak grupka ludzi, czyli wycieczka wszyscy robili zdjęcia Starego Miasta chodzili z kamerami to typowe zachowanie dla mnie normalne. Cieszę się Aniu, że tak pięknie opisujesz. :wink:

_________________
Kiedy obserwujesz nocne niebo pełne gwiazd – Widzisz samego siebie. Astronomia to matka nauk i nie tylko- kamery CCD Tayama, Sony Acuter, Atik. lornetka 15x50 USSR.Refraktor paralaktyczny 60/900.Synta 6''OTA Sky-Watcher SK804A, Obrotowy Globus nieba


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Sob Lis 24, 2012 10:14 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Andrzej.Ch63 napisał(a):
Ania to nasza forumowa wizytówka.
Znaczy wszyscy tacy piękni jesteśmy? :wink:

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Wto Lis 27, 2012 10:37 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
No więc jesteśmy w Singapurze. 3 godziny czekania i znowu lecimy 8 godzin do Sydney, tym razem Boeingiem 777-300. Może to nie ten typ dokładnie, ale taki podobny.

Image

Startujemy. Singapur leży niedaleko równika, ale nie wiem, kiedy go mijamy. Trochę podsypiam i w naszej części samolotu następuje wyraźne ożywienie, gdy zbliża się Australia.

Image Image

Image Image

W końcu - jest! :)

Image Image

Inni pasażerowie wyraźnie ubawieni. My zaglądamy sobie przez ramię i każdy chce mieć zdjęcie początku Australii. Jakby nie było - kontynent na krańcach świata.

Image Image

Australia jest czerwona. Lecimy i lecimy nad Australią, a ona ciągle jest czerwona. Czerwona i sucha, poprzecinana wyschniętymi korytami rzek i - drogami. Gdzieniegdzie. Miast nie ma.

Image Image

Image Image

Tak czerwona, że w końcu kolejny raz zasypiam. Ktoś mówi, że prawdopodobnie widział Uluru w oddali, a raczej system dróg okalających jedno miejsce.

Image

Image

Image

W końcu następuje kres naszej wędrówki. W ciemnościach dolatujemy do Sydney. Miasto z góry wygląda pięknie. Widzę delikatnie podświetloną Operę i most koło niej.
Lotnisko - takie sobie. Ale po Singapurze już żadne nie wygląda ładnie. Na lotnisku czeka na nas pan z kartką z moim nazwiskiem. Idziemy do autokaru. Jestem w Sydney.

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 97 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następna


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 5 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group