* Zaloguj się   * Zarejestruj się


Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 97 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Wto Gru 25, 2012 6:40 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Idziemy w kierunku Harbour Darling. Robi się trochę luźniej.

Image Image

Ten wysoki samotny budynek to komin i wentylacja dla tunelu podziemnego.

Image Image

Image Image

Darling Harbour rozkwitła w 1815 r. wraz z otwarciem młyna parowego, lecz z czasem podoopadła. Dzielnica przeszła gruntowną renowację 30 lat temu i była prezentem, jaki sprawiła sobie Nowa Południowa Walia na dwusetlecie istnienia. Przybijają tu promy, są muzea, akwarium i tu jeździ monorail. Kiedyś było to miejsce przeładunku i ośrodek handlu wełną, zbożem, drewnem i węglem.

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Wto Gru 25, 2012 9:05 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Tu jest całkiem przyjemnie.

Image

Image

Image

Image Image

Fontanna Tidal Cascades, architektonicznie związana z pobliskim centrum wystaw i pokazów.

Image

Harbourside Shopping Center -kawiarnie, restauracje, butiki.

Image

Image

Image Image

Nabrzeże Cockle Bay.

Image

Chorągwie dekorują Pyrmont Bridge. Jest to najstarszy most obrotowy na świecie i był jednym z pierwszych zasilanych przez prąd. Otwarto go w 1902 r. Skrzydło obrotowe należy do najdłuższych. A nad mostem biegnie tor kolejki monorail kursującej między Harbour Darling a City.

Image

Image

Ujęcie spod mostu.

Image

Konrad pod mostem Pyrmont. Ten niski, biały budynek za nim to akwarium.

Image

Image

Image

Image

Tutaj żałuję, że podchodzę ostatnia, bo nie mam już czasu, by się rozglądnąć i sfocić się na tle tych obiektów. Wszyscy już zawracają.

Image

Za Halinką stoi niszczyciel Vampire, zwodowany w 1917, część muzeum marynistycznego. Artur fotografuje się na tle okrętu Endeavour będącego repliką statku, na którym przypłynął James Cook, a w głębi znajduje się latarnia z 1874 r.

Truchtam za wszystkimi na peron monorail.

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Wto Gru 25, 2012 10:14 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Monorail to taki pociąg składający się z kilku wagoników poruszający się na pewnej wysokości nad ulicami, mknący między domami. Cały objazd trwa chyba 15 minut, 6 czy 8 przystanków. Kolejka jeździ w kółko. W wagoniku jest 8 miejsc, nikt nie stoi, bo chętnych na przejazd jest niewiele. Nasz przewodnik mówi, że co roku odżywają w Sydney dyskusje o likwidacji monorail z powodu nierentowności i co roku jest zostawiana z powodu turystów. Trasę ma króciutką i to w dzielnicach niemieszkalnych.

Kolejka przyjeżdża od strony mostu.

Image

Image

Image

Objeżdżamy trasę 2 razy. Bilet raz kupiony wystarcza na cały dzień. Za drugim razem wysiadamy tuż przed mostem, by zejść do akwarium.

Image

Image

Image Image

Image Image

Image Image

Image Image

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Śro Gru 26, 2012 2:12 am 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Akwarium jak akwarium - wiadomo, że jest fajnie. Nie ma śledzi i pstrągów, są rekiny i rafa koralowa. I diugoń!

Najpierw stajemy do zdjęcia na zielonym tle jak w studio filmowym. Zdjęcia w formie książeczki ja dostaję, ale są do ściągnięcia ze strony internetowej.

Image

Jest też dziobak. I on nas wita na początku akwarium. Niestety, zwierzątko rusza się w wodzie tak szybko, że nie sposób złapać go na zdjęciu. Mała rakieta. Dziobak żyje tylko w Australii (jak większość zwierząt tutaj), jest stekowcem i posiada kilka ciekawych cech: ma błonę między palcami, ma ogon bobra, gumowaty dziób kaczki, futro wydry, wydziela jad i składa jaja. Jednak dziób jest organem zmysłowym, a pod dziobem są usta. Nozdrza, uszy i oczy w czasie pływania ulegają zamknięciu. Dziobak wyczuwa czyjąś obecność za pomocą zaburzeń pola elektrycznego i do tego potrzebny mu dziób. Młode po wykluciu z jaj są karmione mlekiem matki. Ponieważ matka nie posiada sutków, mleko wydziela się poprzez pory w skórze. No, znajdźcie mi drugiego takiego dziwoląga. Do tego młode mają zęby, które im wypadają i zostają tylko zrogowaciałe płytki do miażdżenia pokarmu.

Tu jest dziobak z tego akwarium: http://pl.wikipedia.org/w/index.php?tit ... 0515185212
Na filmie był w miarę spokojny, bo w czasie naszego pobytu chyba wpadł w jakiś amok :D

Image Image

Image Image

Image Image

Image Image

Diugoń - "pani morza"

Image Image

Diugoń jest ssakiem zaliczanym do syren. Jedzą sałatki i ważą 400 kilo. Żyją w tropikalnych wodach przybrzeżnych. Przednie kończyny to płetwy, ale mają zaznaczone palce. Uszy nie mają małżowin i są to otwory wielkości 3 mm za oczami. Potrafią oddychać co 8 minut. Gwiżdżą i beczą jak owce. Diugonie są monogamistami - gdy zostaje schwytany jeden osobnik, drugi podąża za nim. Gdy młode jest karmione, matka pływa na grzbiecie. Opiekuje się potomkiem nawet 7 lat, a ponieważ diugonie żyją ok. 20 lat, więc tempo ich rozmnażania jest bardzo powolne.

Image

Image Image

Image Image

Image Image

Image

Image

Image

Image Image

Image Image

Image Image

Image Image

Image Image

Image Image

Image Image

Image Image

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Śro Gru 26, 2012 2:27 am 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Image Image

Image

Image Image

Mureny żyją w lagunach i rafach. Mają silnie rozwinięte nozdrza i zmysł węchu. Nozdrza ciągną się od czubka głowy po oczy.

Image

Image

Image

Image

To żyjątko jest świetne, całe się rusza:

Image

Image

Na koniec dwa zdjęcia Darka

Image

Image

...i 4 Konrada

Image Image

Image Image

Reszta z akwarium jutro.

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Śro Gru 26, 2012 1:34 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Zdjęcia Kuby

Image

Image

Image

Image Image

Image

Image

Image

Image Image

Image Image

Image

Image

Image

Image

Image

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Śro Gru 26, 2012 1:59 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Zdjęcia Iwony

Image

Image

Image

Image Image

Image Image

Image Image

Image Image

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Śro Gru 26, 2012 9:10 pm 
Offline

Rejestracja: Pią Gru 25, 2009 9:44 am
Posty: 1584
Kurde ,też lubię podróżować ,ale ta Australia z Twoimi fotami...Chyba na razie nic tego nie przebije. A u nas zima teraz jest ,brrr .Choć niektórzy to lubią.

_________________
MN-190, ED-120, LX-80, bino BP-Maxbright, SONY nex-5n, ASI-290 COLOR, DO 15X70 EXTREME, NIKON 7X35 EX CF, MEADE 26 mm 5000S-para, BCO-18mm-para, BP Asferic-31mm,Barlow ED 2xGSO,Barlow ED 5x GSO, i trochę sprzętu atm.


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Śro Gru 26, 2012 9:27 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Foty jak foty ;) Tak to jest, że jak już jesteś TAM, to do pewnych rzeczy się przyzwyczajasz i nie robisz zdjęć. Dopiero w domu dochodzisz do wniosku, że jeszcze tyle można było sfotografować. Albo jak patrzę na zdjęcia innych - gdzie ja wtedy byłam, że tego nie mam? Cały czas się zastanawiam, dlaczego nie kręciłam drobnych filmików, chociażby z tego dziobaka, który był taki ruchliwy. Miałam dwa aparaty, 3 karty pamięci do jednego, z drugiego codziennie zgrywałam na 2 pendrivy. Dlaczego więc nie wpadłam na to, by kręcić filmy?

Ale dziękuję za miłe słowa.
Poczekaj 5 lat. Wrzucę fotki z całych Stanów i to dopiero będzie odjazd. Już ręce zacieram, gdy myślę o atomowych poligonach Nevady :wink:

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Czw Gru 27, 2012 7:39 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Z akwarium wychodzi się prosto do sklepu przyakwariowego i tam nareszcie pierwsze zakupy - breloczki, nie breloczki itp. W Australii wszystko jest droższe o kurs dolara. Kawa kosztuje 4, batonik 2, woda 1,90, cola 4 - tyle, że dolarów. Kurs ok. 3,36 za 1 AUD. Z jednym wyraźnym wyjątkiem - litr benzyny kosztuje 156 centów czyli 5,25 zł, czyli tyle, co w Polsce - bez kursu.

Teraz na celowniku mamy lunch w Sydney Tower.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Sydney Tower ma 305 m razem z 30 m anteną. Można wjechać się na wysokość 275 m. Maksymalnie może zmieścić się w niej 960 osób.

Image Image

Image Image

Image Image

Wchodzimy do wieży jak do zwykłego centrum handlowego. Nie mogę nie porównać tego wejścia do Shanghai World Financial Center. Tutaj wchodzimy, jedna winda, przejście przez bramkę między sklepami, druga winda i już jesteśmy w obrotowej restauracji. Wszystko trwa 5 minut. W Szanghaju wejście było bardziej "celebrowane". Na każdym poziomie witały nas stewardesy i wskazywały drogę, srebrno-fioletowo-czarna kolorystyka dookoła. Kosmiczna winda, która zmieniała barwy i kosmiczne dźwięki.

Sydney

Image Image

Image Image

Image

Szanghaj

Image Image

Image Image

No, ale Chińczycy to klasa sama w sobie.

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Czw Gru 27, 2012 9:20 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Jesteśmy w obrotowej restauracji jako jedyni goście. Obrót trwa godzinę. Mamy bufet szwedzki, można brać dowolną ilość. Czego tu nie ma :roll: Kangur, krokodyl, emu, blanszowane i smażone warzywa, owoce, desery, lody, pierożki, makarony, owoce morza, ziemniaki, pieczarki i wiele rzeczy, których nazwać nie mogę.

Image Image

Image Image

Image Image

Image Image

Image Image

Image

Kangur to to brązowe.

Image

W środku białe kulki to krokodyl, brązowe to emu.

Image

Kangur ma smak podobny do wołowiny, mięso delikatniejsze. Gdyby to było po wizycie w zoo, gdzie pokochałam kangury, to nigdy w życiu bym go nie zjadła. Krokodyl jest tu na ostro i jest smaczny. Mięso ma białe.

Dynia i kangur.

Image Image

Image Image

Image Image

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Czw Gru 27, 2012 10:49 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Sydney Tower należy do Światowej Federacji Wielkich Wież. Stanowi część wzniesionego w latach 70 kompleksu handlowego Centre Point. Sama wieża została oddana w 1981 r. Każdego roku odwiedza ją ponad milion osób. Część nośna została zaprojektowana tak, by wytrzymać huraganowe wiatry i trzęsienie ziemi. Każdy z 56 kabli, którymi opasana jest część nośna, waży 7 ton. Gdyby je połączyć, sięgnęłyby do Nowej Zelandii. Okna mają trójwarstwowe, złocone od zewnątrz szyby. Specjalna konstrukcja ramy okiennej zabezpiecza je przed wypadnięciem.

Widok owszem jest :D
Wuala, no to obracamy się.

Image

Image

katedra NMP i więzienny barak

Image

Image

Image

Image

Image

Hyde Park

Image

Ten biały budynek na skrzyżowaniu po prawej to nasz hotel.

Image

Image

komin w Harbour Darling

Image

Image

Image

Queen Victoria Building

Image

Image

Image

Pyrmont Bridge i Vampire

Image

Endeavour w głębi

Image

tor kolejki monorail

Image

Image

Image

Image

Image Image

Image

Potem następuje mały zgrzyt. Dam sobie głowę uciąć, że w programie miał byś skywalk czyli taras widokowy na zewnątrz z przeszkloną podłogą. Jednak nasz przewodnik twierdzi, że nic o tym nie wie, a widok taki sam i kosztowałoby to nas dodatkowo 70 AUD. Dwa razy pisałam o tym do organizatora. Niestety nastąpiło kilka zgrzytów w naszej podróży podobnego typu - coś niezrealizowane do końca. Punktem kulminacyjnym okaże się nasza szaleńcza jazda z Gór Śnieżnych do Sydney, żeby zdążyć na samolot.
Tym razem grupa nie protestuje, ja jednak widzę niedociągnięcie.

Teraz dostajemy czas wolny, by przygotować się do wejścia na Harbour Bridge. Ale czasu wcale nie ma dużo. Już jest 15.30, wejście o 18. W praktyce oznacza to, że kilka osób odłącza się, by spotkać się z nami pod mostem, a my mamy wrócić do hotelu, by tylko zmienić obuwie. Nie zamierzam zmieniać obuwia, dla mnie są to więc dodatkowe kilometry w ciasnych i nieklimatyzowanych tenisówkach, niestety bez obcasów. Darek-przewodnik proponuje po hotelu przejazd pod most odkrytym, turystycznym autobusem, ale impreza okazuje się za droga na kieszeń biura. Więc lecimy do hotelu, by zaraz wyjść i polecieć w drugą stronę. Obiecuję sobie, że muszę wejść na most, choćbym miała wchodzić na czworakach. Z nadzieją myślę o następnym dniu, bo głównie polega on na jeździe autokarem, więc jest szansa, że primo - lekarstwo zacznie działać, secundo - wywalę nogi do góry zajmując dwa siedzenia :D

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Sob Gru 29, 2012 8:59 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Generalnie ze zmianą obuwia chodzi o to, że buty do wejścia na most muszą być pełne i zapinane/zawiązywane. Muszą trzymać się na nodze bez ryzyka spadnięcia i zahaczenia palcami o cokolwiek czyli żadne czółenka, sandały i klapki. Kto odpowiednich butów nie ma, może liczyć, że obsługa takie buty mu dostarczy. Wejście na most Portowy to całe przedsięwzięcie. Cena niebagatelna - ok. 550-600 zł w zależności od pory wejścia (przy zachodzie Słońca najdroższe). Nasze wejście jest zakwalifikowane jako nocne - ciemność zapada tam szybko.

Póki co po 10 minutowym pobycie w hotelu idziemy do miejskiego pociągu, by podjechać do dzielnicy The Rocks.

Image

Image Image

Image Image

Image Image

Image

To jest przystanek Circular Quay - "kolebka Australii". Tutaj w styczniu 1788 przybiła Pierwsza Flota skazańców, żołnierzy i urzędników, którzy założyli nową brytyjską kolonię - Nową Południową Walię. Mieszkańcy Sydney w tych okolicach spotykają się z okazji ważnych wydarzeń. Tutaj organizuje się zabawy sylwestrowe. Tutaj w 1994 roku świętowano przyznanie Sydney organizacji igrzysk olimpijskich. Tutaj kiedyś stały zaszczurzone domostwa i królowały gangi. Nabrzeża dosyć długo borykały się z problemem szczurów. Po epidemii dżumy w 1900 r. podjęto specjalne środki ostrożności i obecnie nabrzeża są w nie wyposażone.

Image

Wchodzimy do Customs House. Najpierw była tu izba celna, obecnie biblioteka, czytelnia, miejsce na wystawy oraz salon międzynarodowej prasy z dostępem do internetu (!) Tak, Sydney pod tym względem to wielka wiocha. Nie złapie się neta chodząc po mieście. Dostęp jest ograniczony i za wszystko trzeba płacić. Ba, premiery kinowe mają z kilkumiesięcznym opóźnieniem.

Image

Kolumny są granitowe, herb misternie rzeźbiony, a zegar z 1897 r. ozdobiony trójzębami i dwoma delfinami (nie smokami).
W holu jest podświetlona makieta całego Sydney.

Image Image

Image

Image

Niezłe zdjęcie Rafała.

Image

Na dachu Customs House znajduje się Cafe Sydney i tam jedziemy, by popatrzeć (tylko).
Oznaczenia pięter ciągną się po całej ścianie.

Image Image

To jest chyba najładniejsza restauracja w całej Australii :wink:

Image

Parę fotek i wracamy. Ale takie stoliki to chyba mają wszędzie. I jeszcze gorsze.

Image

Image

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Sob Gru 29, 2012 9:04 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Nazwa dzielnicy The Rocks pochodzi od dominujących kiedyś skalistych wybrzeży. Tu skazańcy rozpoczęli pierwsze prace czyli ryto ulice. Przez 18 lat wykuwano w litej skale drogę tylko za pomocą młotków i dłut. Do roku 1900 The Rocks była siedliskiem chorób. Może też ze względu na pobliski kanał ściekowy. Do dzisiejszego dnia dzielnica zachowała wiele z kolonialnego kolorytu. Spacer tędy to prawdziwa przyjemność. Kluczymy po jakichś uliczkach i tajnymi przejściami dochodzimy do mostu.

Image

Image Image

Image

Image

Image Image

Image Image

Image

Image

Image

Image

Image Image

Image Image

Jest silny wiatr i szybko robi się chłodno.
Jeszcze jest jasno, za 40 minut będzie ciemno.

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Pon Gru 31, 2012 1:16 pm 
Offline

Rejestracja: Czw Lut 11, 2010 6:08 pm
Posty: 334
Miejscowość: Ostrava
chondryt i inni podobni ... po co ta ortodoksja, marudzenie? Autorka reportażu wkłada mnóstwo pracy w przygotowanie materiału, zapewne dużo musi poczytać bo przecież nie jest chodzącą encyklopedią. Wynik jest jednoznaczny, świetne oglądanie i czytanie! Poszerzanie horyzontów !!! To doceńcie a nie bądźcie bardziej papiescy, niż sam papież; czytaj Janusz P.
Jeśli Was to nie przekonuje, zbierajcie kasę, jedźcie na jakieś zaćmienie i zróbcie reportaż wyłącznie o zaćmieniu. To będzie nuda, bo w necie każdy może sobie znaleźć morze materiałów z extra fotkami tego zjawiska.

_________________
Dobson 10", APM 107mm/700 na cg5gt lub AZ4, nasadka MaxBright, Vixen Polarie, SONY NEX 5N, kamerka made by Aquarius, SW 15x70, Videbino 2,3x40
http://www.zam.fme.vutbr.cz/~druck/Eclipse/index.htm


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Pon Gru 31, 2012 1:18 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Zbyszku, dziękuję.
Wątek został oczyszczony.
Rzeczywiście, przygotowanie jednego postu to cały wieczór, kilka godzin roboty. Dziękuję jeszcze raz.

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Pon Gru 31, 2012 8:28 pm 
Offline

Rejestracja: Czw Lut 11, 2010 6:08 pm
Posty: 334
Miejscowość: Ostrava
Wszystkiego najlepszego w AD 2013 !!!

http://www.jacquielawson.com/viewcard.a ... QT35359283

:)

_________________
Dobson 10", APM 107mm/700 na cg5gt lub AZ4, nasadka MaxBright, Vixen Polarie, SONY NEX 5N, kamerka made by Aquarius, SW 15x70, Videbino 2,3x40
http://www.zam.fme.vutbr.cz/~druck/Eclipse/index.htm


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Wto Sty 01, 2013 4:55 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Most Portowy czyli Harbour Bridge - bohater nocy sylwestrowej - został ukończony w 1932 r. Był to sukces zarówno inżynieryjny, jak i ekonomiczny ze względu na kryzys. Wcześniej połączenie między południową portową dzielnicą a północnymi mieszkalnymi rejonami zapewniały jedynie promy i 20 km droga wiodąca przez 5 mostów. Jest to jednoprzęsłowy, łukowy most zwany "wieszakiem", który budowano przez 8 lat. Kosztował wówczas 6,25 mln funtów australijskich, a zaciągnięte pożyczki spłacono dopiero w 1988 r.
Łuk liczy sobie 503 metry i dźwiga całe przęsło umieszczone 59 metrów nad poziomem wody. Sam łuk wznosi się na wysokość 134 metrów nad lustrem. Przęsło budowano od środka spuszczając je odcinkami ze szczytu łuku. Fundamenty 4 pylonów zagłębiają się na 12 m, a tunele kotwiczące łuku wpuszczone są w litą skałę. Przy moście pracowało 1400 robotników, 16 zginęło, a w czasie otwarcia jakiś rojalista wysunął się przed szereg i przeciął wstęgę w imieniu "króla i imperium".
Malowanie mostu stało się synonimem pracy bez końca. Pochłania 30000 l farby (60 boisk piłkarskich) i zajmuje rok. Właśnie ta dawna droga malarzy jest udostępniona dla zwiedzających.

Most liczy 1150 m długości i 49 m szerokości, co sprawia, że jest to najszerszy most łukowy na świecie. Prowadzi przez niego 8 pasm ruchu, podwójne tory kolejowe, przejście dla pieszych i pas dla rowerów.
Na równi z Operą symbol miasta.

Czekamy w sklepie aż wszyscy się zgromadzą. Patrzę, jak u góry maszerują w kierunku przęsła kolejne grupy i czuję adrenalinę. Mam wejść na te 134 metry. Nie mam pojęcia, jak to wejście wygląda kondycyjnie ani jak spiszą się moje nogi. Jednak okaże się, że samo wejście nie jest trudne. Wymaga wprawdzie szybkiego tempa, ale nie trzeba być jakoś super przygotowanym. Myślę, że największą trudnością jest pokonanie lęku wysokości przy wchodzeniu i schodzeniu po pionowych schodach.

Wejście trwa 3 godziny, ale wchodzi w to również całe wcześniejsze przygotowanie (ok. 45 minut). Ten czas wchodzenia biegnie szybko, nie ma czasu na zatrzymywanie się na żądanie, rozglądanie i dyskusje. Jedyne momenty postoju dyktuje nasza australijska kierowniczka.
Zostajemy podzieleni na 2 grupy.
Najpierw przed wejściem do instruktażowni obowiązkowo oglądamy filmik z tego, co za chwilę doświadczymy osobiście. Od tego momentu wszystko dzieje się szybko. Chyba to tempo sprawia, że nie mam czasu myśleć "podołam czy nie". Wejść już trzeba i koniec. Najpierw wchodzimy do pomieszczenia, gdzie wypełniamy deklarację, że nie jesteśmy chorzy. Na górze jest 19 stopni, więc możemy ściągnąć spodnie i mieć krótki rękawek. Spodnie jednak zostawiam, ale tak naprawdę nie ma za dużo czasu na myślenie. Mundurek wspinaczkowy wszyscy ubierają dosyć szybko. Tylko Halinka myli przód z tyłem, dostaje inne buty, bo nie ma zapinanych i zapomina zdjąć bransoletki :wink: Nikt jednak się nie prześlizgnie. nasze rzeczy lądują w skrytkach - kluczyk na smyczy na szyi pod mundurkiem. Buty pełne, żadne apaszki, kolczyki, zegarki i ozdoby. Wszystko musi być zdjęte. Okulary nawleczone na specjalny sznureczek, gdyby miały spaść. Żadne aparaty i kamery.
Wyglądamy jak teletubisie.

Image Image

Image Image

Image Image

Image

Tu kończą się zdjęcia, bo aparat muszę zamknąć. Całe to pomieszczenie jest olbrzymie. Przechodzimy pod opieką Amy przez kilka stanowisk i zostajemy kompletnie wyposażeni. Najpierw dostajemy chusteczki, które Amy pokazuje jak wiązać na nadgarstku. Potem dostajemy metalowe żelastwo wokół bioder, które trzeba będzie zahaczyć o poręcz i które będzie nas prowadziło przez cały most. Każdy ma swoje. W ten sposób nie można spaść z mostu, można jedynie się przewrócić i wybić sobie zęby :D Zapewne potknięcie i nabicie sobie guza do przyjemnych nie należy (droga jest wąska, czasem trzeba się schylić, czasem przełożyć nogi i sama stal dookoła), to jednak z mostu spaść nie można.

Potem dostajemy latarkę czołową, która również spaść nie może, i zostajemy wyposażeni w odbiornik. Każdemu osobiście Amy zakłada aparaturę, a my musimy ubrać słuchawki, które razem z latarką robią z włosami, co chcą :) W zasadzie słuchawek nie trzeba nosić, Amy coś tam opowiada o moście i mówi, kiedy będą robione fotki. W którymś momencie zdejmę je, bo dochodzi do kolizji z latarką, a latarka zdecydowanie jest potrzebna.
Jeszcze dodatkowe obciążenie na biodra, w tym płaszcz p/deszczowy jako pakunek. I już możemy robić próbę generalną.

Podchodzimy do schodów na środku sali, Amy wchodzi i pokazuje, jak należy je pokonywać do góry i w dół. Schodzimy tyłem. I tak każdy musi zrobić. Schody muszą być czyste, tj. gdy ja wchodzę, następna osoba za mną musi poczekać aż zniknę jej z oczu. Tak samo ze schodzeniem. Jedna osoba na schodach.

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Wto Sty 01, 2013 6:23 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Wuala, idziemy. Maszerujemy poziomo dosyć długo. Idziemy nad poziomem ulicy, ale pod przęsłem. Już widok jest fajny. Raźne tempo sprawia, że jednak nie mogę nadążyć i robię lekki korek za sobą. Czuję dosyć mocno twarde podłoże i każdy wystający guzek, kilka razy zawadzam o jakieś metalowe przegrody. To tempo ma jednak swoje plusy - robi się mocno ciepło i nie ma czasu na zastanawianie się nad własnymi ułomnościami. Dochodzimy do pylonu i teraz mamy 4 podejścia pionowymi schodami. W życiu nie widziałam takiej stromizny :shock: No, ok. wejść trzeba. Obciachem byłoby też spaść z tych schodów. Trzeba wejść, zakręcić, przełożyć nogę, cały czas trzymać się poręczy i wejść na kolejne.
Wchodzę. Z jednej strony mam jakąś konstrukcję mostu, z drugiej otwartą przestrzeń. Pionowe schody. Z jednej strony czarna tafla zatoki i jestem od niej odgrodzona tylko poręczą. Mogę nawet się przechylić. Nie zatrzymuję się, by się rozglądać, bo za mną w kolejce są następni.
Uff.. wydostaję się na łuk. Tutaj następuje pierwsza sesja zdjęciowa. Człowiek w stresie, a tu takie coś ;) Takich sesji jest 3 czy 4, ale zdjęcia pioruńsko drogie, nie mówiąc o wyglądzie :roll:

Gdy są już wszyscy, idziemy do góry po łuku aż do flagi. Ale widok :shock: Kurczę, jestem zadowolona.
Na szczycie obowiązkowo fotki. Jedna grupa i druga.

Image

Image

Image

Widzę samochody pod sobą i ta czerń wody.. Gdzieś daleko błyska. W dzień przy dobrej widoczności widać odległe o 100 km Góry Błękitne. My mamy światła miasta.
Przechodzimy na drugą stronę łuku i schodzimy. Szkoda, że nie można robić zdjęć np. na środku tego przejścia, na samym środku mostu, gdzie pod sobą widzę tych kilka pasm ruchu. Uczciwie muszę jednak przyznać, że aparat by tylko przeszkadzał przy wspinaczce.

Schodzimy z łuku, z tych 134 metrów w miejsce, gdzie trzeba pionowymi schodami zejść w dół. I tu mnie trochę zimny pot oblewa. Zbliżając się do schodów odwracam się tyłem, żeby przypadkiem nie spojrzeć w dół z wysokości. I tak muszę się odwrócić, ale robię to wcześniej. Tam miałam konstrukcję mostu z jednej strony i poczucie, że coś mnie zasłania. Teraz nie mam nic. Przestrzeń otwarta z obu stron, tylko pionowa poręcz. Albo samochody, albo woda. Idę. I robię to najszybciej jak mogę i żeby tylko nie myśleć, i nie odrywać rąk. Trochę szkoda, że nie mogę nasycić oczu widokiem, ale myślę, że na to potrzeba drugiego wejścia. To pierwsze to raczej zmaganie się ze sobą 8)

Potem rozbieramy się z tego stroju astronautycznego i możemy wybrać zdjęcia. Zrzucamy się na jedno, bo zdjęcia są na płytkach.
W gratisie dostajemy też takie (jedno jest przy wschodzie Słońca, drugie przy zachodzie).

Image

Image

Tak to wygląda.

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Nie Sty 06, 2013 5:03 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Po wspinaczce i adrenalinie czas na rozluźnienie. Idziemy więc do knajpy na piwo.

Image

Udaje mi się zamówić piwo Kościuszko. Udaje - bo Australijka ni w ząb nie rozumie, jak mówię polskie "Kościuszko". Za to powiedzenie tego po australijsku jest koszmarne: kɔzi ɔskoʊ
Obok wrzucam dla równowagi zdjęcie najstarszego pubu w mieście z 1844, zrobione przez Iwonę. Było to ulubione miejsce żołnierzy i marynarzy. Werbowano spychając upojonych alkoholem gości przez klapę pod podłogę do tunelu połączonego z nabrzeżem.

Image Image

Image Image

Image Image

Image

Po piwie wracamy taksówkami do hotelu. Tak się kończy nasz pobyt w Sydney. Jutro rano wyjeżdżamy w Góry Błękitne.

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Sob Sty 19, 2013 1:04 am 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
6 listopada - dzień 5

Wyjeżdżamy rano i żegnamy się z Sydney.

Image Image

Image Image

Mijamy przedmieścia Sydney i okoliczne miejscowości. Przejeżdżamy przez Liverpool, gdzie mieszka nasz kierowca Darek i który kupuje nam autentycznie polskie pączki - gorące, duże i z lukrem. Nowa Południowa Walia pod Sydney to niska zabudowa i 2 garaże w każdym domu. Biegnie tam najdłuższa ścieżka rowerowa - 40 km osobnej, oświetlonej drogi (tam, pod drzewami).

Image Image

W całej Australii (oprócz dużych miast) nie wolno stawiać domów wyższych niż 3-piętrowe. Zdjęcia robię z autokaru, w ruchu i przez brudną szybę.

Image Image

Image Image

Image Image

Image Image

Image Image

Image Image

Jest nas 19, autokar jest 20-osobowy. Zajmuję więc 2 miejsca i dokonuję sztuki cyrkowej, by moje nogi jechały wyżej. Obawiam się kolejnego opuchnięcia. Zdejmuję tenisówki, ale upał jest tak duży, że upychanie nóg z powrotem i wędrowanie bez oddechu to naprawdę nie lada wyczyn. W ten sposób omija mnie Echo Point i lustracja pola golfowego.
Tak więc wjeżdżamy w końcu w pierwsze eukaliptusy.

Image

A potem do Katoomby - w samo serce Gór Błękitnych.

Image

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Sob Sty 19, 2013 11:27 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Najwyższy szczyt Gór Błękitnych ma 1111 m wysokości, więc nie są to góry wysokie. Stanowią część Wielkich Gór Wododziałowych, które ciągną się wzdłuż wschodnich wybrzeży Australii. Jest to teren Parku Narodowego i do tego wpisanego na listę światowego dziedzictwa Unesco. Góry zawdzięczają swoją nazwę olejkom eterycznym ulatniającym się z liści eukaliptusów rosnących na stokach i tworzących niebieską poświatę.

Na liście Unesco jest 17 miejsc w Australii:

1. Kakadu National Park (mielizny pływowe)
2. Purnululu National Park (czarno-pomarańczowy masyw Bungle Bungle)
3. Uluru-Kata Tjuta National Park (największy na świecie monolit)
4. Zatoka Rekina (stromatolity)
5. zespoły skamielin ssaków w Naracoorte
6. Royal Exhibition Building w Melbourne (budynek wystawy królewskiej z 1880 r.)
7. Carlton Gardens z 1857 r. w Melbourne obsadzone gatunkami roślin z całego świata
8. zespoły skamielin w Riversleigh
9. Wielka Rafa Koralowa
10. Wielka Wyspa Piaszczysta (Fraser Island - największa na świecie wyspa piaskowa, wjazd za pozwoleniem)
11. wyschnięte Jeziora Willandra (ślady osadnictwa sprzed 40000 lat)
12. lasy tropikalne w Queensland (lasy deszczowe)
13. Wyspa Lord Howe (struktury wulkaniczne z figowcami)
14. gmach Opery w Sydney
15. Góry Błękitne
16. lasy deszczowe środkowo-wschodniej Australii (drzewa 1000-letnie)
17. parki narodowe i rezerwaty zachodniej Tasmanii

Katoomba liczy tylko 7600 mieszkańców. To centrum wypadowe w góry z XIX-wieczną atmosferą małego miasteczka wypoczynkowego mieszkańców Sydney. Nasz plan na dzisiaj to Trzy Siostry, obiad w klubie golfowym i jaskinie Jenolan. I plan wyrabiamy, ale na skutek dezinformacji trzykrotnie trafiamy do sklepu, mieszamy kolejność, ledwo zdążamy na obiad, bo to dzień Melbourne Cup, jaskinie trzymają otwarte specjalnie dla nas, bo wpadamy już na sam wieczór. Kolację dostajemy w styropianie, choć jest smaczniejsza od obiadu.

Sklep koło Trzech Sióstr jest OK. Masa bibelotów i aż chce się kupować. Trafiamy do niego dwa razy przed obiadem i raz po obiedzie - żeby wtedy się dowiedzieć, że możemy nie zdążyć do jaskiń :mrgreen: Dla wszystkich amatorów szybkiego zwiedzania Australii - odległości są olbrzymie, a w promieniu 400 km są owszem jakieś miejscowości, ale takie jak zdjęciach wyżej czyli nic do zwiedzania. Żeby zobaczyć jedną rzecz, jedzie się pół dnia.

Image

Darek - kierowca informuje, że są w dół gór są dwie kolejki, więc po co nam dwie, odpuścimy tę bardziej stromą. W tym momencie robię się trochę nerwowa, bo ustalenia były inne - tym bardziej, że ta bardziej stroma to najbardziej stroma kolejka szynowa na świecie. Spada w dół pod kątem 52 stopni. Liczba 52 jest widoczna w sklepie na różnych rzeczach: czapkach, szalikach, T-shirtach, kubkach. Na szczęście Darek sam nie wie, jak tu wygląda komunikacja, bo tą kolejką po prostu trzeba zjechać, nie ma innej drogi. Natomiast powrót jest gondolą na linach. Ta kolejka to dawna droga górników zjeżdżających do kopalni węgla.

Rollercoaster :wink: Oczywiście piszczę.

Image Image

Image

Image Image

Image Image

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Nie Sty 20, 2013 2:01 am 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Góry Błękitne stały na drodze ekspansji białych osadników. Dla pierwszych osadników była to bariera nie do przebycia. Z tego powodu terytorialne podboje ograniczały się do okolic Sydney. Szukano pastwisk, ale ciągle z niepowodzeniem. W 1813 roku trzem farmerom udało się przedostać grzbietem gór na zachodnie zbocza masywu. Z czasem wybudowano drogi i linię kolejową.

Olejki z eukaliptusów unoszą się w powietrzu i powodują załamywanie się światła słonecznego. Stąd niebieskie zabarwienie. Wygląda to rzeczywiście pięknie. A stromo opadające skały nikną w gęstym lesie deszczowym.
Formacja Trzy Siostry jest tu atrakcją turystyczną. Powstała w wyniku erozji. Ma około 900 m n.p.m. Legenda aborygeńska głosi, że trzy siostry zostały uwięzione w kamieniu przez ojca-szamana o imieniu Taywan, który pragnął uchronić je przed potworem zwanym Bunyip http://www.pibburns.com/cryptost/aus1378.jpg (kryptozoolodzy twierdzą, że bunyip miał pierwowzór autentyczny i opisuje diprotodona http://pl.wikipedia.org/wiki/Diprotodon ).
Bunyip się wściekł i ścigał Taywana, który uciekając zamienił się w ptaka i zgubił swoją czarodziejską różdżkę. Do dzisiaj jej szuka pod postacią kuraka. Stąd w Australii pełno dziobiących kurakopodobnych.

To jest jedna legenda. Alternatywna głosi, że siostry Meehni, Wimlah i Gunnedoo zakochały się w trzech braciach z innego plemienia, ale nie mogły ich poślubić z powodu surowego prawa. Bracia więc postanowili wszcząć wojnę plemienną, by je zdobyć. Jednak lokalny szaman zamienił je w skały, by nie stała im się krzywda i umarł w czasie wojny. Tak więc nie było komu odczarować sióstr.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Trzy siostry inaczej :wink:

Image Image

Image

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Nie Sty 20, 2013 3:08 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Prawdę mówiąc te wyrzeźbione trzy siostry są wybitnie piękne jak na Aborygenki. W Cairns trochę ich widziałam i jest to uroda dosyć dyskusyjna.
Idziemy w kierunku starej kopalni i wchodzimy w las deszczowy. Zachowanie oryginalnego lasu jest problemem dla Australijczyków, przynajmniej w Nowej Południowej Walii. Tutaj szaleją pożary i często dochodzi do spalenia lasu. Jutro i pojutrze będziemy jechać przez kilometry eukaliptusów, których pewno już nie ma po ostatnich pożarach. Najbardziej ucierpiały okolice Canberry.

Las deszczowy to inaczej dżungla. Przez cały wyjazd patrząc na te lasy tutaj i w okolicach Cairns uśmiecham się, gdy myślę o tych zapaleńcach chcących wędrować z plecakiem po Australii. Już nawet pomijam, że to jak wędrowanie po całej Europie, ale klimat jest tak zabójczy - upiornie gorący - i jest tak pusto, że to trzeba być bohaterem, by się odważyć. Szlaki turystyczne w Górach Błękitnych są, ale to takie kładki. Australijczycy nie pozwolą wejść w ich dziedzictwo narodowe, by maczetą wyrąbywać sobie drogę.

Las deszczowy to też inaczej wilgotny las równikowy - wiecznie zielona formacja strefy międzyzwrotnikowej. Tutaj występuje szczątkowo, prawdziwe lasy są na północy.
Wchodzimy w te szczątki, na dole jest mroczno, wszystkie rośliny walczą o Słońce. Ta walka jest opisana na tablicach.
Najpierw jeszcze parę zdjęć Konrada z kolejka szynową, a potem las. W tych skałach jest 100 km wydrążonych tuneli. Wszystkie kopalnie są już nieczynne.

Image Image

Lasy deszczowe mają kilka pięter:
- piętro pojedynczych drzew
- piętro koron drzew (tam żyją drobne zwierzęta i owady, ale także paprocie, mchy i storczyki - epifity, które korzystają z drzewa jako podpory) - drzewa do 80 m
- piętro średnie (liany, nagie pnie i konary, również wszystkie drzewa poniżej 15 m z epifitami)
- piętro zarośli i runa - runo na ogół jest bardzo słabo rozwinięte z powodu braku światła, często go nie ma

Image

Image

Image

Liany

Image Image

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przypadek zwany Australią - relacja
PostWysłany: Nie Sty 20, 2013 4:11 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Sie 08, 2006 11:40 pm
Posty: 3024
Miejscowość: Wolne Miasto Gdańsk
Image

Image

Image

Image

sassafras - drzewa wspierające się i rosnące razem

Image Image

drzewo rosnące poziomo

Image Image

A tu taki system korzenny

Image

las od środka - za kładką

Image

i kilka zdjęć Darka

Image Image

Image

Image

Image Image

Image Image

drzewo rozdarte przez piorun

Image Image

_________________
"Nie ma znaczenia, ile zaćmień widziałeś, nigdy nie masz ich dosyć. Uzależnienie od zaćmień jest gorsze od jakiegokolwiek nałogu".
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php


Góra
 Profil E-mail  
 
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 97 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 5 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group